Kiedy usłyszłem ich pierwsze utwory byłem zachwycony. Póżniej zachwyt przeszedł w uwielbienie.Ta czwórka muzyków z Glasgow jest niezwykle konsekwentna w kreowaniu własnego wizerunku. Wystarczy spojrzec na ich styl ubioru, okładki, koncerty itd. Z jednej strony niezwykle “artystyczni” z drugiej nigdy nie wpadli w płapkę dziwnego mistycyzmu, czy też artyzmu pod znaku Toola. Są oryginalni i bezpretensjonalni. Co prawda niby lokują się na scenie rocka garażowego i indie, ale trudno znaleźć jakiś band zblizony do ich stylu. Porównywani czesto do Talking Heads ale jednocześnie całkiem inni. Jestem pod wrażeniem ich odmienności. No i nowej jakości którą stworzyli. Wiele osób mówiło o nich, że są reprezentantami intelektualnego nurtu w muzyce alternatywnej, oni zaś uważają sie za grupkę chłopców którzy piszą muzykę przy której fajnie by się tańczyło.
Skąd się bierze ta genialna, niezwykle rytmiczna i melodyjna muzyka? Na wyspach powstaje dużo dobrej muzyki ale Franz Ferdinand są w jakiś sposób inni. Niby można zaliczyć ich do wyspowego indie, ale jednocześnie nie jest to muzyka północnych ludów – ekspresyjna i monumentalna jakBjörk czy Sigur Rós. Brzmi w niej energia Śródziemnomorska – jest prawdziwie południowa. Utwory Szkotów kojarzą się z soundtrackiem filmu “Grek zorba” podobnie buzują krew. Transedentalność i hipnotyczne odziałowywanie dzwięku.
Alex Kapranos to piosenkowy geniusz. Potrafił połączyć muzykę swoich przodków ze stylistyką lat 60 tworząc niezwykle wyrazisty band jakim jest Franz Ferdinand.
Dla poczucia syntezy muzycznej (homogenizacji prawie jak serek homogenizowany) proponuje posłuchać jakiejś tradycyjnej muzyki greckiej a później zapuścić sobie Franza…Energetyzujące prawda?
Superfantastich Franz Ferdinand
