Archiwum dlalistopad, 2006

Incubus – Light Grenades

incubus.jpg *** *

Słuchanie płyt Incubusa zawsze jest dla mnie trochę niezręczne. Jeśli pamiętacie legendę o inkubusie – demonie który czai się nocą w pobliżu sypialń, aby uwieść śpiące kobiety, to jesteście trochę bliżej tego co przeżywam. Nie żeby mnie jakoś szczególnie odrażały takie inkubusowe pomysły (represjonuje takie zachcianki), ale sytuacja staje się dosyć niejednoznaczna, gdy zakładam słuchawki z muzyką Incubusa i udaje się na spoczynek. Nigdy nie wiem w takiej sytuacji czy to ja jestem demonem (marzenia senne- wiadomo) czy to też to inkubus gwałci mnie przez uszy ( patrz Ferdydurke).Kiedy uświadamiam sobie, że inkubusy zazwyczaj gustują w młodych dziewczynach i mają postać urodziwego mężczyzny, wyskakuje z łóżka z zimnym potem na skroniach, a słuchawki wyrzucam w jak najdalszy kąt jednocześnie starając się uspokoić oddech.

Tak więc muzyka Incubusa tylko w słoneczne dni. Szkoda że, teraz kiedy Incubus wypuścił nowy album słońce zachodzi tak szybko. Nie martwcie się, Light Grenades wam to zrekompensuje – poczujecie we krwi dodatkową porcję adrenaliny. Kilka lat temu ta płyta byłaby dla mnie Świętym Gralem muzyki. Czymś do czego każdy zespół powinien dążyć Melodyjność połączona z różnorodnym tempem (piosenki mocniejsze przetykane bardziej stonowanymi utworami) to coś, co wprawia mnie w stan muzycznego zasłuchania. Między innymi w takim podejściu do muzyki widzę sukces System of Down. Na Grenades znajdzie się sporo miłych, trafiających do ucha piosenek jak Love Hurts czy Oil and Water. Z koleji Anna Moly czy Digg działają jak wypicie Burna czy Innego Red Bulla.

Ta płyta to dobry kawałek rocka, ale jeżeli koniecznie chcecie być trendy, to raczej powinniście z niej pokpiwać i na podchwytliwe pytania o Incubusa odpowiadać: O świetny zespół ale już nie chodzę do Gimnazjum.

torrent torrent

Oasis Stop the Clocks

oasis.jpeg

Jutro premiera najnowszego albumu Oasis zatytułowanego Stop the clocks. Nowy krążek zespołu z Manchesteru to kompilacja najlepszych piosenek i singli z dotychczasowego dorobku supergrupy. Ale nawet tak niewinna czynność jak wypuszczenie “the best of” nie mogła obyć się bez skandalu( wiadomo Oasis). Do czego zmierzam?

Lider Oasis Noam Gallagher powiedział ostatnio w wywiadzie, że debiutancki album grupy – Definetly Maybe jest lepszy niż debiutanckie krążki legend rocka: McCartneya Townshenda, Richardsa razem wzięte. Na tym nie kończy się megalomania songwritera Oasis, który wprost mówi o sobie:” w latach 90tych byłem superhero a nasz debiutancki album powinien nazywać się od razu The Best of Oasis”.

Oto playlist:

CD1
1. Rock n Roll Star
2. Some Might Say
3. Talk Tonight
4. Lyla
5. The Importance of Being Idle
6. Wonderwall
7. Slide Away
8. Cigarettes & Alcohol
9. The Masterplan
CD 2
1. Live Forever
2. Acquiesce
3. Supersonic
4. Half The World Away
5. Go Let It Out
6. Songbird
7. Morning Glory
8. Champagne Supernova
9. Don’t Look Back In Anger

mini.jpeg spy.jpeg

The Car is on Fire – Lake and Flames

Dzisiaj swoją premierę ma najnowszy album warszawskiego zespołu The Car Is On Fire zatutułowany Lake and Flames. Jestem ogromnie ciekawy tej płyty ponieważ The Car Is On Fire należy do wyjątkowych bandów na polskiej scenie rockowej. Są niewątpliwie najbardziej obiecującym polskim zespołem alternatywym. Ich debiut dla wielu był rewelacją, choć dla mnie, był raczej pokazem możliwości które napawają nadzieją na przyszłe genialne albumy . Dlatego niezwykle ciekawi mnie, jaką drogę obrali chłopaki z tej warszawskiej kapeli. Potrzebujemy zbawicieli polskiej muzyki – może będą to The Car Is On Fire?
Póki co promujący płytę singiel:

Depeche Mode – The Best Of Vol. 1

20_thebestof.jpg

Dzisiaj swoją premiere ma zbiór singli depeszowców. Oto listing utworów zawartych na tej kompilacji:
1. Personal Jesus
2. Just Can’t Get Enough
3. Everything Counts
4. Enjoy The Silence
5. Shake The Disease
6. See You
7. It’s No Good
8. Strangelove
9. Suffer Well
10. Dream On
11. People Are People
12. Martyr
13. Walking In My Shoes
14. I Feel You
15. Precious
16. Master And Servant
17. New Life
18. Never Let Me Down Again

torrent torrent

Yo La Tengo – I’m not afraid of you and I will beat your ass

images.jpeg
Jola tęga? Oj bardzo. Jola rządzi. A dokładniej mówiąc Yola. Istnieje coś takiego jak stereotyp imienia Jola (pomijamy tutaj plusy i minusy myślenia stereotypowego). Pani Jola z która zawsze można … Boże ale to było 20 lat temu, w czasach PRL, kiedy to imię było na szczytach popularności. Pamięć genetyczna? Teraz są tylko onetowe Yole. No i Yo La Tengo. Tak krzyczą hiszpańskojęzyczni gracze bejsbola kiedy złapią piłkę, i ma to znaczyć “mam ją”. Yo la tengo to starzy wyjadacze na scenie alternatywnej. Tak jakby muzyka niezależna mogła dopuszczać określenie starzy wyjadacze. A jednak. Ich najnowszy album o jakże zachęcającym tytule I’m not afraid of you and I will beat your ass to ich dwunasty album, a zaczynali już w latach 80-tych.

Różnorodny to album. Zaczyna się hipnotycznym – niemal halucogennym, trwającym 10 min Pass the Hatchet, I Think I’m Goodkind, aby przejść w beztroski, zachwycający chórkami Beanbag Chair. Wzrusza smyczkowy I feel like going home, choć to najmniej eksperymentalny utwór na płycie. Z koleji Mr. Tough czerpie pełnymi garściami z glam rocka i Bee Gees – podobną stylistykę stosują zresztą Scissor Sisters. W minimalistycznym Black Flowers słychać Paris 1919 Johna Cale. Sometimes I don’t get you brzmi jak od dawna znany przebój – z pewnością wbije się na jakiś soundtrack.

To dobra płyta. Jeżeli coś nazywa się ” nie boję się ciebie i skopie ci dupę” to grzech tego czegoś nie posłuchać. Choćby z ciekawości. Tak wiem, ciekawość to pierwszy stopień do piekła…

Jarvis – Jarvis

Jarvis_album_art.jpg

Patrząc na okładkę tej płyty, aż trudno uwierzyć że widniejący na niej okularnik – wydawałoby się, że muzyczny odpowiednik Woodiego Allena, był 10 lat temu sprawcą głośnego skandalu. Podczas rozdania Brit Awards, kiedy swoje show wykonywał Micheal Jackson, Jarvis wraz Peterem Mansellem w geście protestu wdarli się na scenę. Zakończenie nie było zbyt ciekawe, bo obaj zostali aresztowani przez Scotland Yard.
Jak widać Jarvis mimo wyglądu intelektualisty , który gra w orkiestrze smyczkowej ma duszę po brzegi wypełnioną rock and rollem.

Budzi podziw jak wszechstronny jest ex wokalista The Pulp. Godzinami można wymieniać osoby z którymi do tej pory współpracował. Oprócz śpiewania zajmował się także i tworzeniem teledysków. Teraz Jarvis rozpoczyna karierę solową i wydaje płytę zatytułowaną… Jarvis, a jakże.

Na krążku tym znajdziemy co najmniej kilka piosenek wartych uwagi. W Baby’s Coming Back To Me słychać wpływy Nicka Cava oraz The Pulp ( co nie dziwi). Z kolei w Black Magic troche nawiązuje do twórczości Prince. W ładnym fortepianowym Disney Time słychać Leonarda Coehena. ( Jarvis swoją drogą już kiedyś coverował utwór Coehna I’m your man). Melodyjny Tonight, przeplatany “bobobobo”, inspirowany country, może być świetnym kandydatem na singla.

Genialność The Pulp tkwiła głównie w tekstach – Jarvis ma opinię świetnego tekściarza i uda mu się ją także utrzymać, po wydaniu solowej płyty